07 marca 2018
Sojusz!
Witajcie moi kochani Artyści! Dzisiaj, 7.03, znowu mamy sojusz! Tym razem hazard przejmuje naszą szkołę, tylko niech nasi młodzi uczniowie pamiętają... hazard to zło!
05 marca 2018
Odejście
Ester odchodzi, jednak za nią wkracza nowa postać, którą zobaczycie po wstawieniu formularza ;)
Powód: Decyzja właściciela postaci, zmiana postaci
Powód: Decyzja właściciela postaci, zmiana postaci
Od Lucy do Ktosia
-Yukki! - gdy usłyszałam swoje imię, wyszłam z pokoju ubrana w koszulę w czarne oraz niebieskie kraty, która dosięgała do połowy ud oraz w czarne spodnie. Siadłam na poręczy i zjechałam na dół. Bo normalnie się nie da zejść po schodach.
- Lucyfer!- usłyszałam krzyk mojej mamy. Westchnęłam ciężko.
- Co...? - jęknęłam. Mama stała przy wejściu do kuchni.
- Co mówiłam o zjeżdżaniu po poręczy? - rzekła, zakładając dłonie na klatce piersiowej. I znowu te pier... uprawianie miłości o tym całym zjeżdżaniu po poręczy.
- Tak, tak... Nie wolno... Cemu mnie zawołałaś? - spytałam, opierając się o poręcz.
- Wyprowadź Changa... znowu atakuje Sama i Sunga... - westchnęła. Kiwnęłam głową, człapiąc do przedpokoju.
- Changuś, Chang, spacerek! - krzyknęłam, biorąc smycz i kaganiec. Przeszłam do salonu, gdzie Chang warczał, schylając się przy stole do kawy, gdzie stali Sam i Sung. Z Changa to takie bydło, że tam nie wejdzie za wszelką cenę. Złapałam go za obrożę, przypinając go do smyczy.
- Spokojnie... - powiedziałam, zakładając mu kaganiec. Pociągnęłam go do przedpokoju. Co za okropne psisko. Ubrałam adidasy oraz moją ulubioną czarną czapkę z daszkiem z czerwonym napisem NY, oraz z czerwonym daszkiem, który był od spodu zielony. Bez tej czapki nigdzie nie wyjdę! Wyszłam z domu, a Chang w końcu przestał się opierać. Szedł obok mnie, co chwila się zatrzymywaliśmy, bo musiał się zatrzymać, by coś powąchać, lub załatwić te swoje sprawy. Po raz setny musieliśmy się zatrzymać... Westchnęłam ciężko, obiecując sobie w myślach, że już wracamy do domu. Nagle poczułam mocne szarpnięcie. Upadłam na ziemie, puszczając smycz.
- Chang! - krzyknęłam. Wstałam i pobiegłam za dobermanem. Co za durny kundel! - Chang! Kundlu jeden! - ryknęłam, próbując go złapać. Takie bydle, a złapać nie da się. Wbiegłam na ulicę, tuż za moim psem, nie rozglądając się nawet. Poczułam, jak ktoś mnie pociągnął, a zaraz potem usłyszałam pisk opon.
- Lucyfer!- usłyszałam krzyk mojej mamy. Westchnęłam ciężko.
- Co...? - jęknęłam. Mama stała przy wejściu do kuchni.
- Co mówiłam o zjeżdżaniu po poręczy? - rzekła, zakładając dłonie na klatce piersiowej. I znowu te pier... uprawianie miłości o tym całym zjeżdżaniu po poręczy.
- Tak, tak... Nie wolno... Cemu mnie zawołałaś? - spytałam, opierając się o poręcz.
- Wyprowadź Changa... znowu atakuje Sama i Sunga... - westchnęła. Kiwnęłam głową, człapiąc do przedpokoju.
- Changuś, Chang, spacerek! - krzyknęłam, biorąc smycz i kaganiec. Przeszłam do salonu, gdzie Chang warczał, schylając się przy stole do kawy, gdzie stali Sam i Sung. Z Changa to takie bydło, że tam nie wejdzie za wszelką cenę. Złapałam go za obrożę, przypinając go do smyczy.
- Spokojnie... - powiedziałam, zakładając mu kaganiec. Pociągnęłam go do przedpokoju. Co za okropne psisko. Ubrałam adidasy oraz moją ulubioną czarną czapkę z daszkiem z czerwonym napisem NY, oraz z czerwonym daszkiem, który był od spodu zielony. Bez tej czapki nigdzie nie wyjdę! Wyszłam z domu, a Chang w końcu przestał się opierać. Szedł obok mnie, co chwila się zatrzymywaliśmy, bo musiał się zatrzymać, by coś powąchać, lub załatwić te swoje sprawy. Po raz setny musieliśmy się zatrzymać... Westchnęłam ciężko, obiecując sobie w myślach, że już wracamy do domu. Nagle poczułam mocne szarpnięcie. Upadłam na ziemie, puszczając smycz.
- Chang! - krzyknęłam. Wstałam i pobiegłam za dobermanem. Co za durny kundel! - Chang! Kundlu jeden! - ryknęłam, próbując go złapać. Takie bydle, a złapać nie da się. Wbiegłam na ulicę, tuż za moim psem, nie rozglądając się nawet. Poczułam, jak ktoś mnie pociągnął, a zaraz potem usłyszałam pisk opon.
Najmłodsza, jak i najleniwsza uczennica - Lucy Yuki Konstancja Gównojad-Iguwaro!
Imię: Lucy Yuki Konstancja, jednak ona każe na siebie mówić Lucyfer Yukiteru Konstanty
Nazwisko: Gównojad-IguwaroPrzezwiska: Mała, dzieciak, bachor i inne tego typu. Głównie przez starszych uczniów. Yukki.
Wiek: 15 lat (
Płeć: Tak fizycznie, urodziła się kobietą, psychicznie już gorzej. Każe na siebie mówić, jakby była chłopcem i tak dalej.
Narodowość: Urodziła się w Japonii, jednak w genetyce zakodowane ma geny japońskie, niemieckie oraz polskie.
Orientacja: Biseksualna
Klasa: 1 D, kulinarna
Klub: Nigdzie nie należy, nie chce jej się.
Pokój: Mieszka jeszcze z matką na ulicy Marunouchi, Chiyoda-ku w domu o numerze 5.
Charakter: Wykapany tatuś. Nie lubi, gdy ktoś jej rozkazuje. Chodzi swoimi ścieżkami, nie raz pyskuje nawet do nauczycieli. Zawsze musi coś poprzekręcać, odwrócić kota ogonem, byle nie ponieść jakiś konsekwencji. Często próbuje podstępów, by coś osiągnąć. Po trupach do celu, można tak powiedzieć. Jest pamiętliwa i mściwa, nie raz się mści za coś zrobionego przeciwko niej. Jest inteligentna, lecz leniwa- nie raz jej to powiadają. Bardzo często szuka sposobu, by nie robić czegoś, jakoś skrócić to. Ma dziwne i specyficzne poczucie humoru, opierające się na czarnym jak raper humoru, sarkazmie, nabijania się z wad innych i swoich oraz dziwnych porównaniach. Lubi mówić wierszyki typu "siekiera, motyka ...", czy "łokieć, pięta". Śmieje się z wielu dziwnych rzeczy, nie raz jednak nie śmieje się z rzeczy, które powinny ją bawić. Na lekcjach nie wiele wystarczy, by wybuchnęła jednym ze swoich głupkowatych śmiechów. Często używa sarkazmu i ciągle jedzie po innych "jak po autostradzie". Ma obsesję na punkcie "nagości", czuli same pokazywanie ramion u niej jest nagością. Nie potrafi ubrać koszulek z krótkim rękawkiem oraz spodni, które odkrywają kolana (wie o tym, że to obsesja). Ma dobrą pamięć, ze słuchu potrafi zapamiętać wiele rzeczy, jednak nie umie sobie przypomnieć o wszystkim tak od razu. Mówi o sobie, że jest chłopcem, nienawidzi, gdy ktoś mówi o niej jako "ona". Bardzo często siedzi w swoim świecie fantazji, zawiesza się.
Aparycja: Tutaj również przypomina bardzo ojca. Ma 178 centymetrów wzrostu, co na dziewczynę w jej wieku to na prawdę dużo, a jej gęste blond włosy dosięgają do połowy pleców i zawsze zostawia je rozpuszczone (chyba, że taka jest już siła wyższa, ale to nie zmienia faktu, że nienawidzi związywać je w kucyk). Ma jasno niebieskie oczy. Po tych podstawowych cechach można powiedzieć, że jest typową stereotypową Niemką (choć w jej genetyce ma zapisane jedynie 33.(3)% genów niemieckich). Dalej, na jej zębach można zauważyć aparat na górne zęby (tak to określę, za pozwoleniem). Na języku można zauważyć kolczyk, z którego nie jest zadowolona, mówi, że sama nie wie czemu go zrobiła. Wśród jej niedoskonałości, można zauważyć, że jej jedno ucho mocno odstaje, a drugie bardziej przylega bardziej. Poza tym, jest szczupła oraz wysportowana. Najczęściej ubiera koszule, jeansy oraz najzwyklejsze adidasy, do tego nie raz ubiera czapki z daszkiem.
Partner: O nieee... Ona jest za młoda, tak uważa.
Relacje: nie przyjaźni się za bardzo z nikim, nikt nie umie za bardzo z nią wytrzymać.
Zainteresowania: chodzenie po starych, opuszczonych budynkach nie jest jej obce, zwiedzanie tych starych bloków daje jej wiele frajdy. Poza tym pisze wiele króciutkich i prostych wierszy na styl "siekiera, motyka...", ale czasem i swoje własne piosenki. Ma inne "hobby", które nie jest oryginalne, czyli słuchanie muzyki. Jest też inne hobby, marzy o tym od dzieciństwa, czyli jazda na skuterze. Jeździ od roku na tym, jak to określa, cacku. Kymco new Downtown 350i. Uwielbia się nim chwalić,
jednak matka chce to sprzedać.
Pupil: Sam, Sung, Chang
Rodzina:
- Matka: Mimiku Iguwaro - nauczycielka rzeźbiarstwa w tej o to szkole. Przepuszczenia, że jest delilatną hipokrytką oraz wiariatką w pewnym stopniu się sprawdzają.
- Ojciec: August Gównojad-Iguwaro - z pochodzenia w połowie niemiec, a w połowie polak. Nazwisko przejął po swej żonie (dlatego ma dwuczłonowe). Zmarł w wyniku wypadku samochodowego, gdy Lucyfer miała 10 lat.
Głos: 【NekoTakei】~ Ao Haru Ride Op 1 ✿ (POLISH) Cover
Inne informacje:
- Ma dosyć dużą wadę wymowy, głosek "sz", "cz", "rz" w ogóle nie wymawia, a z "r" nadal ma lekkie problemy. Ma problemy z trudniejszymi głoskami.
- Jest bardzo ciamajdowata, potyka się o powietrze co chwile.
- Jest całkiem dobra z beatboxu oraz ładnie śpiewa (to nie jest wielki talent), ale nie ma słuchu muzycznego.
- Słucha wielu typów muzyki, tak na prawdę, to każdego, od disco polo do black metalu, nie toleruje jedynie dupstepów i innych tego typu dziwnych "piosenek" oraz piosenek z jednym słowem w refrenie.
- Nie ma talentu plastycznego, w ogóle nic nie potrafi, nawet zrobić prostej linii od linijki.
- Jest słuchowcem.
- Jest dobra z przedmiotów ścisłych.
- Potrafi dobrze mówić w niemieckim i polskim. Ojciec uczył ją od małego.
- Nigdy się nie rumieni, jeśli chodzi o uczucia, wstyd itp.
- Uwielbia przybijać z innymi piątki oraz żółwiki.
Pochwały/Uwagi: 0/0
Oceny: -
Steruje: MagicalWolf - HW
Od Blase'a cd. Taeyang, Katsuki
Spojrzałem w stronę chłopca, który właśnie otworzył drzwi. Zmarszczył lekko brwi, a w pokoju zaległa nieprzyjemna cisza. Jeszcze bardziej nieprzyjemna niż ta, która panowała tu odkąd przyjechałem.
- Mogę jakoś pomóc? - wstałem z łóżka i podszedłem do niego. On zajrzał mi przez ramię, jakby nie był pewien tego, co właśnie zobaczył.
- Ja... ten pokój powinien mieć tylko jednego lokatora, prawda? Chyba zaszła pomyłka. - westchnął. Dopiero teraz zorientowałem się, że chłopak nie jest dzieckiem, tylko wyjątkowo niskim nastolatkiem. Posłałem w jego stronę przyjazny uśmiech oraz zaproponowałem, aby wszedł do środka i poczekał na kogoś z grona pedagogicznego. Katsuki tylko przyglądał się temu i sprawiał wrażenie zażenowanego i zdenerwowanego całą sprawą. Ja też nie czułem się z tym szczególnie komfortowo, ale starałem się jakoś pomóc nowemu uczniowi. W końcu on pewnie też był w tym wszystkim nieco zagubiony.
- Ja pier***ę, niech ktoś już tu przylezie i to wyjaśni! - podniósł głos podburzony Bakugou. Nasz nadplanowy współlokator siedział skulony na moim łóżku, a ja tymczasem próbowałem przypomnieć sobie, jak dotrzeć do pokoju nauczycielskiego. Całą sytuację ozdabiała zawiesina w powietrzu i narastające przeczucie, że z nic dobrego z tego nie wyniknie.
- Przepraszam, ale co ja zrobię w trakcie nocy? Nie mam za bardzo gdzie spać. - jęknął chłopak.
- To śpij na podłodze. - mruknął Katsuki. Żeby rozładować trochę atmosferę, podszedłem do szafy i wyjąłem mój wakacyjny materac dmuchany (taki zwyczajny basenowy) i jakiś dodatkowy koc.
- Jak na razie zrób sobie z tego posłanie, a jutro zobaczymy co dalej.
- Materac do pływania? - powiedział bez przekonania, ale potem dodał. - No dobra, lepsze to, niż nic. - pochylił się, aby otworzyć walizkę. Starałem się nie myśleć jak zboczeniec, ale wyglądało to co najmniej dziwnie. Postanowiłem jednak tego nie skomentować, a jedynie przeczekać tę noc, aby jutro pozbyć się naszego niewygodnego problemu.
- Mogę jakoś pomóc? - wstałem z łóżka i podszedłem do niego. On zajrzał mi przez ramię, jakby nie był pewien tego, co właśnie zobaczył.
- Ja... ten pokój powinien mieć tylko jednego lokatora, prawda? Chyba zaszła pomyłka. - westchnął. Dopiero teraz zorientowałem się, że chłopak nie jest dzieckiem, tylko wyjątkowo niskim nastolatkiem. Posłałem w jego stronę przyjazny uśmiech oraz zaproponowałem, aby wszedł do środka i poczekał na kogoś z grona pedagogicznego. Katsuki tylko przyglądał się temu i sprawiał wrażenie zażenowanego i zdenerwowanego całą sprawą. Ja też nie czułem się z tym szczególnie komfortowo, ale starałem się jakoś pomóc nowemu uczniowi. W końcu on pewnie też był w tym wszystkim nieco zagubiony.
- Ja pier***ę, niech ktoś już tu przylezie i to wyjaśni! - podniósł głos podburzony Bakugou. Nasz nadplanowy współlokator siedział skulony na moim łóżku, a ja tymczasem próbowałem przypomnieć sobie, jak dotrzeć do pokoju nauczycielskiego. Całą sytuację ozdabiała zawiesina w powietrzu i narastające przeczucie, że z nic dobrego z tego nie wyniknie.
- Przepraszam, ale co ja zrobię w trakcie nocy? Nie mam za bardzo gdzie spać. - jęknął chłopak.
- To śpij na podłodze. - mruknął Katsuki. Żeby rozładować trochę atmosferę, podszedłem do szafy i wyjąłem mój wakacyjny materac dmuchany (taki zwyczajny basenowy) i jakiś dodatkowy koc.
- Jak na razie zrób sobie z tego posłanie, a jutro zobaczymy co dalej.
- Materac do pływania? - powiedział bez przekonania, ale potem dodał. - No dobra, lepsze to, niż nic. - pochylił się, aby otworzyć walizkę. Starałem się nie myśleć jak zboczeniec, ale wyglądało to co najmniej dziwnie. Postanowiłem jednak tego nie skomentować, a jedynie przeczekać tę noc, aby jutro pozbyć się naszego niewygodnego problemu.
Kaktusi?
Sojusz!
Dzisiejszego dnia zawiązaliśmy sojusz z krainą magii. Znajdziesz tam wiele gildii do których będziesz mógł dołączyć. Wybierzesz dobrą czy ciemną stronę? ;)
Tymczasem zerknijcie do tego świata:
Tymczasem zerknijcie do tego świata:
03 marca 2018
Od Maxine cd. Andrew
Przyznam szczerze, iż zżerał mnie lekki stres przed tym wszystkim. Miałam już dosyć siedzenia w domu i użalania się nad sobą. Do tego byłam raczej towarzyską osobą. Czemu się więc denerwowałam? Nie mam zielonego pojęcia... Jednak uczucie paniki nie opuszczało mojego wnętrza. Tak więc siedziałam sobie oparta plecami o ścianę myśląc o tym wszystkim. Oczywiście w między czasie słuchałam muzyki. Przy niej mogłam się skupić i pomyśleć w spokoju. Wtedy przyszedł Andy. Nie spodziewałam się tego ale mimowolnie uśmiechnęłam się na jego widok. Rozmawialiśmy dość długo na temat tego wszystkiego, on też się stresował i to o wiele bardziej niż ja. W sumie to z biegiem czasu przestałam się tym jakoś bardziej przejmować i uczucie niepokoju stopniowo mijało. Niedługo potem zasnęłam wtulona w bok mojego brata. Później poczułam tylko jak odchodzi. W sumie to spędził u mnie dobrą połowę nocy. Dziwne by było gdyby z samego rana wyszedł z mojego pokoju... Już widzę co inni ludzie zaczęliby sobie wyobrażać. Tak więc nawet nie poruszyłam się gdy chłopak ,,odkleił'' mnie od siebie i najprościej w świecie wyszedł. Jakoś później spało mi się o wiele lepiej.
***
Wstałam dość wcześnie jak na mnie. Po wykonaniu porannej rutyny od razu uśmiechnęłam się do siebie. Dokładnie od dzisiaj zaczynałam nowe życie.
Ostatni raz poprawiłam znajdujące się na mnie ciuchy i spojrzałam w lustro. Zabrałam ze sobą oczywiście Temy i udałam się na zewnątrz. Cóż, posiadanie psa miało swoje konsekwencje... Takim oto sposobem znalazłam się przed akademikiem.
- Andy! - krzyknęłam na jego widok i podbiegłam do niego. - Miałam już do ciebie dzwonić
- Miałem zamiar iść na spacer. Jak chcesz możesz się przyłączyć. Przy okazji zwiedzimy okolicę.
- I tu mnie masz. Przynajmniej z tobą nie zgubię się na prostej drodze - Przekrzywiłam lekko głowę w bok i uśmiechnęłam się do niego zadziornie.
- Z tobą wszystko możliwe - bąknął pod nosem i ruszył przed siebie.
- Em... Ands? Ale ty znasz to miasto co nie?
- Byłem już tu kilka razy, więc mniej więcej ogarniam. Ze mną się nie zgubisz! - wyprostował się dumnie.
Razem z tymi słowami udał się do przodu. Była sobota więc oboje jeszcze mięliśmy jeden dzień spokoju. A później się zacznie... Podczas naszego spaceru nie rozmawialiśmy zbyt dużo. Raczej każdy pogrążony był w swoich myślach co w sumie mi nie przeszkadzało. Jakoś tak w dzień wszystko przestało być takie straszne jak nocy. Dreszczyk emocji wręcz mnie rozsadzał, a po uczuciach z wczorajszego wieczoru nie było już śladu.
- Myślisz, że będzie fajnie! - szturchnęłam go lekko w ramię.
- Raczej tak. Nie mamy się czego bać. Chodźmy może do tego parku obok dobra?
- Jasne... Ej, ale ty wiesz jak dojść z powrotem do akademika?
- No mówię, że tak! Tu jest fajne miejsce. Temy się wybiega przy okazji. - powiedział już lekko zirytowany.
- No skoro tak mówisz... Powiedzmy, że ci zaufam ten jeden jedyny raz. - Skrzywiłam się nieco.
***
Wstałam dość wcześnie jak na mnie. Po wykonaniu porannej rutyny od razu uśmiechnęłam się do siebie. Dokładnie od dzisiaj zaczynałam nowe życie.
Ostatni raz poprawiłam znajdujące się na mnie ciuchy i spojrzałam w lustro. Zabrałam ze sobą oczywiście Temy i udałam się na zewnątrz. Cóż, posiadanie psa miało swoje konsekwencje... Takim oto sposobem znalazłam się przed akademikiem.
- Andy! - krzyknęłam na jego widok i podbiegłam do niego. - Miałam już do ciebie dzwonić
- Miałem zamiar iść na spacer. Jak chcesz możesz się przyłączyć. Przy okazji zwiedzimy okolicę.
- I tu mnie masz. Przynajmniej z tobą nie zgubię się na prostej drodze - Przekrzywiłam lekko głowę w bok i uśmiechnęłam się do niego zadziornie.
- Z tobą wszystko możliwe - bąknął pod nosem i ruszył przed siebie.
- Em... Ands? Ale ty znasz to miasto co nie?
- Byłem już tu kilka razy, więc mniej więcej ogarniam. Ze mną się nie zgubisz! - wyprostował się dumnie.
Razem z tymi słowami udał się do przodu. Była sobota więc oboje jeszcze mięliśmy jeden dzień spokoju. A później się zacznie... Podczas naszego spaceru nie rozmawialiśmy zbyt dużo. Raczej każdy pogrążony był w swoich myślach co w sumie mi nie przeszkadzało. Jakoś tak w dzień wszystko przestało być takie straszne jak nocy. Dreszczyk emocji wręcz mnie rozsadzał, a po uczuciach z wczorajszego wieczoru nie było już śladu.
- Myślisz, że będzie fajnie! - szturchnęłam go lekko w ramię.
- Raczej tak. Nie mamy się czego bać. Chodźmy może do tego parku obok dobra?
- Jasne... Ej, ale ty wiesz jak dojść z powrotem do akademika?
- No mówię, że tak! Tu jest fajne miejsce. Temy się wybiega przy okazji. - powiedział już lekko zirytowany.
- No skoro tak mówisz... Powiedzmy, że ci zaufam ten jeden jedyny raz. - Skrzywiłam się nieco.
Andy?
Subskrybuj:
Posty (Atom)


