Imię: Izuku
Nazwisko: Midoriya
Przezwiska: Deku
Wiek: 17
Płeć: Mężczyzna
Narodowość: Japończyk
Orientacja: Bi
Klasa: 1A
Klub: Obowiązkowa orkiestra oraz kółko biologiczne
Pokój: 4
Charakter: Midoriya to niewinny chłopiec. Wystarczy dać mu na głowę wianek lub ubrać go w pastelowe kolorki, a wraz z jego charakterem utworzy się mała, męska niewiasta.
Jest miły i pomocny, pomaga z uśmiechem i przyjmuje pomoc z uśmiechem. Z lekkością potrafi wtopić się w otoczenie - nauczył się tego we wcześniejszych etapach życia. Jest rozgadany, często nie daje komuś dojść do słowa, przerywa w środku zdania i potrafi rozumieć rzeczy na opak, bo nie wysłuchał do końca. Uśmiechnięty i w dobrym nastroju wręcz cały czas, próbujący szerzyć tą radość dookoła. Mimo tego, jego żarty nie są śmieszne, co wszyscy musza mu to wypominać. Pytany o szczerą opinię, jest bardzo szczery. Aż za bardzo, przez co rani kogoś uczucia. Nie lubi tego. Nie lubi widzieć smutku u innych i złości. Agresywnych ludzi uważa za samotnych, przez co robi mu się przykro. Jest wrażliwy, ale próbuje to ukrywać. Boi się przemocy, także gdy ktoś zaczyna krzyczeć i wymachiwać rękoma, lub robi cokolwiek innego - kuli się, a czasami nawet płacze, mówiąc słowo "przepraszam" niczym mantrę.
Oprócz tego jest jednak bardzo słodki i uroczy - tak po prostu. Czasami niezdarny, czasami niewinny, czasami niedoinformowany. Lub po prostu zawstydzony. A łatwo go zawstydzić lub wywołać rumieńce na jego twarzy. Aczkolwiek sam święty nie jest, bo jego myśli od czasu do czasu są naprawdę zbereźne.
Chłopak ma jednak swoją drugą stronę - stronę, w której jest marudny, wredny i leniwy. Zazwyczaj taki jest wtedy, kiedy się obrazi. Ignoruje tego kogoś, doprowadzając do szału.
Oprócz tego lubi się poprzytulać i nie tylko.
Aparycja: Izuku to dość niski chłopak - mierzący zaledwie 166 cm wzrostu. Na głowie bujna czupryna czarnych włosów, o intensywnie mocnych zielonych refleksach. Można by było powiedzieć, że są wręcz zielone. Miękkie i bujne, ale wiecznie roztrzepane, prawie że niemożliwe do ogarnięcia. Natomiast jego oczy są zielone. Mały, lekko zadarty nosek i drobne usta, określane jako urocze i kuszące. Jest raczej szczupły - nie odznacza się jakimś umięśnieniem. Ubiera głownie trochę luźne koszulki i zwykłe spodnie, jedyną cechą charakterystyczną są chyba trochę za duże buty.
Partner: -
Relacje: -
Zainteresowania: Chłopak głównie zainteresowany nauką, ale także muzyką jak i biologią. Uwielbia grać na instrumentach zawierających klawisze, nawet jeśli czasami ma problemy w graniu. Cóż, dmuchać we flety też lubi ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Rodzina:
Inko - matka
Hisashi - ojciec
Inne informacje:
- Uwielbia wieprzowinę
- Często robi różne urocze rzeczy
- Woli muzykę klasyczną od innej
Pochwały/Uwagi: 0/0
Oceny:6
Steruje: Schocoa | maja.zebradotter@gmail.com
14 marca 2018
Współpraca
Uwaga, uwaga! Normalnie przyleciałem do was na miotle niczym jak Harry Potter, gdyż znowu do naszej Akademii wleci jakiś pyłek magii od którego wszyscy kichamy... uhh, muszę chyba przestać pisać te dopiski. Wróćmy jednak do naszego świata rzeczywistego. Kiedy spojrzałem na blog po prostu "umarłem" że tak powiem, no oniemiałem. Może was też zaskoczy, no to ten...
Sprawdźcie:
Sprawdźcie:
13 marca 2018
Kolejny sojusz!
Znowu łapki! No, ale też trochę magii, niech ja tak nie narzekam... dobra, nie będę wam przedłużał chwil życia.
Zajrzyjcie na:
oraz
Sojusz!
Mimo iż przez ostatnie czasy witaliśmy jedynie łapy... łapy i jeszcze raz łapy.. no czasem też... nie, tylko łapy. Jednak nie przejmujmy się! Może dalej magia krąży wokół nas, ale... dzisiejszego dnia otworzymy szeroko drzwi przed wszelakimi bóstwami, a także ich "ochroniarzom" - chowańcami.
Odwiedźcie ten wymiar:
08 marca 2018
Od Lucy cd. Hoshijiro
Spojrzałam na kurdupla, który mnie uratował. A raczej uratowała. Potem odwróciłam głowę w stronę kierowcę, który rzucał w nas wszelakimi obelgami. Wiązanka jak u Łysego z osiedla. Chwile potem przypomniałam sobie o Changu. Wyrwałam się z uścisku kobiety i pobiegłam w stronę, gdzie pobiegł mój pies.
~°~°~
Jęknęłam cicho. Męczę się na lekcji 40 minut! Nienawidzę plastyki. Pani jeszcze wymyśliła sobie. Wycinanki, przyklejanki, wyjebanki, srajki. Do czego nam się to przyda? By naszym dzieciom pomagać w takich pracach, bo one nie umieją, a nauczyciele sobie coś wymyślają? Poza tym jestem w kulinarnej! W tej, w której kobiety najbardziej pasują! A nie w plastycznej, po co ta plastyka mi na tym kierunku? By Kim Kardashian lub ktoś inny z super dużą ilością kasy i dużym tyłkiem mogla sobie kupić szczypiorek, czy inne wege bez glutenu, glutominasodu żarcie, które jest ładnie ułożone za 12 tysięcych jenaków (około 380 złotych)??? Do tego z taką cenę, bo jest zrobione przez jakiegoś mistrza spod kubła, z którego żarcie brał! I ładnie ułożone, zapomniałam. W końcu zabrzmiał dzwonek. 45 minutowa lekcja, koniec! Swoje przedmioty spakowałam, a nie skończoną pracę zostawiłam u nauczycielki. Wybiegłam z radością ze szkoły, a potem zdałam sobie sprawę, że to dopiero 1 lekcja... Od razu dobry humor prysł... A co teraz? Z tego, co pamiętam — wychowawcza. Przynajmniej trochę obijania się. Może wychowawczyni przyniesie jakieś słodycze? Robi to co jaki czas. Przeciskając się przez wielu uczniów, którzy próbowali się dostać do swoich sal, jakby biegli do sklepów w Black Friday. Nagle potknęłam się przez kogoś, bo na pewno nie potknęłam się przez powietrze, czułam to. Spojrzałam na dziewczynę. Święto Makrelo, Jeżu Sosnowski! To ona! Jednak tak czy siak, podałam jej dłoń, by pomóc jej wstać.
- To Ty... - rzekła.
- No, to ja, Święty Mikołaj! - odpowiedziałam sarkastycznym tonem. Dziewczyna wywróciła oczami.
- Wiesz... Nawet nie podziękowałaś za pomoc... - rzekła. Ach no tak, ale pies sam by się nie dogonił.
- No tak, ale pies mi uciekł i wiesz, jak to bywa... Dziękuję za ulatowanie - odpowiedziałam - Znaczy ten... Uratowanie... Poza tym, Lucyfer, 1 D - przedstawiłam się.
~°~°~
Jęknęłam cicho. Męczę się na lekcji 40 minut! Nienawidzę plastyki. Pani jeszcze wymyśliła sobie. Wycinanki, przyklejanki, wyjebanki, srajki. Do czego nam się to przyda? By naszym dzieciom pomagać w takich pracach, bo one nie umieją, a nauczyciele sobie coś wymyślają? Poza tym jestem w kulinarnej! W tej, w której kobiety najbardziej pasują! A nie w plastycznej, po co ta plastyka mi na tym kierunku? By Kim Kardashian lub ktoś inny z super dużą ilością kasy i dużym tyłkiem mogla sobie kupić szczypiorek, czy inne wege bez glutenu, glutominasodu żarcie, które jest ładnie ułożone za 12 tysięcych jenaków (około 380 złotych)??? Do tego z taką cenę, bo jest zrobione przez jakiegoś mistrza spod kubła, z którego żarcie brał! I ładnie ułożone, zapomniałam. W końcu zabrzmiał dzwonek. 45 minutowa lekcja, koniec! Swoje przedmioty spakowałam, a nie skończoną pracę zostawiłam u nauczycielki. Wybiegłam z radością ze szkoły, a potem zdałam sobie sprawę, że to dopiero 1 lekcja... Od razu dobry humor prysł... A co teraz? Z tego, co pamiętam — wychowawcza. Przynajmniej trochę obijania się. Może wychowawczyni przyniesie jakieś słodycze? Robi to co jaki czas. Przeciskając się przez wielu uczniów, którzy próbowali się dostać do swoich sal, jakby biegli do sklepów w Black Friday. Nagle potknęłam się przez kogoś, bo na pewno nie potknęłam się przez powietrze, czułam to. Spojrzałam na dziewczynę. Święto Makrelo, Jeżu Sosnowski! To ona! Jednak tak czy siak, podałam jej dłoń, by pomóc jej wstać.
- To Ty... - rzekła.
- No, to ja, Święty Mikołaj! - odpowiedziałam sarkastycznym tonem. Dziewczyna wywróciła oczami.
- Wiesz... Nawet nie podziękowałaś za pomoc... - rzekła. Ach no tak, ale pies sam by się nie dogonił.
- No tak, ale pies mi uciekł i wiesz, jak to bywa... Dziękuję za ulatowanie - odpowiedziałam - Znaczy ten... Uratowanie... Poza tym, Lucyfer, 1 D - przedstawiłam się.
Hoshishijiro? Heh, prawie nic nienapisane :3
07 marca 2018
Kolejna współpraca!
Od Hoshijiro cd. Lucy
Nie zastanawiałam się zbytnio. Szarpnęłam szybko w tył nieznajomą dziewczynę, wciągając ją na chodnik. Samochód, który jeszcze chwilę temu pędził z prędkością atakującego dobermana w szale, jakimś cudem zahamował kilka metrów od niej. Kierowca wysiadł, wrzeszcząc obraźliwe epitety w stronie nas obu. Nieznajoma szybko wyrwała się z mego uścisku i przebiegła przez chwilowo pustą jezdnię. Świetnie. I nawet nie podziękowała. Z drugiej strony, przynajmniej żyje, i to dzięki mnie. Optymizm przede wszystkim. Rozpromieniłam się i znikłam szybko z zasięgu bluzgów kierowcy.
*~*~*
Synonim na dziś: Mordor = Zatłoczony szkolny korytarz, pełen desperacko biegnących uczniów, którzy próbują wrócić do sali. I-de-al-nie.
Praktycznie mówiąc, stałam w miejscu, otoczona sporą ilością przeciskających się ludzi, z których każdy chciał dostać się gdzieś indziej. Co chwilę ktoś wpakowywał mi plecak w oko, łokieć w plecy albo - w większości faceci - dłoń w pośladki, podczas gdy próbowałam przecisnąć się w inną stronę niż oni. W miejsce legendarne, dla uczniów równe z samym Świętym Graalem i wolnym weekendem - Wyjście ze Szkoły.
A dlaczegoż to spieszę w tym kierunku, skoro minęła ledwo trzecia godzina lekcyjna? Ano, miałam umówioną wizytę kontrolną. Idealnie o 12.00, ale każdy zna nasz system lekarski - żeby być o dwunastej, trzeba przyjść z godzinę wcześniej. I dlatego pcham się tu z nieszczęśliwą miną, podczas gdy reszta (z tą samą miną) spieszyła w odwrotną stronę.
Poczułam nagle brak stabilnego podłoża pod lewą nogą, a potem się zachwiałam i wyrżnęłam solidnie brodą w podłogę.
- Uważałabyś, gdzie idziesz - rozległ się pogardliwie dziewczęcy głos, po czym czyjaś pomocna dłoń pomogła mi wstać. Nagle zaczęłam powątpiewać w rzekomą słabą siłę uderzenia. Walnęłam się zdecydowanie za mocno. Mam majaki. Albo halucynacje.
- To ty - stwierdziłam.
*~*~*
Synonim na dziś: Mordor = Zatłoczony szkolny korytarz, pełen desperacko biegnących uczniów, którzy próbują wrócić do sali. I-de-al-nie.
Praktycznie mówiąc, stałam w miejscu, otoczona sporą ilością przeciskających się ludzi, z których każdy chciał dostać się gdzieś indziej. Co chwilę ktoś wpakowywał mi plecak w oko, łokieć w plecy albo - w większości faceci - dłoń w pośladki, podczas gdy próbowałam przecisnąć się w inną stronę niż oni. W miejsce legendarne, dla uczniów równe z samym Świętym Graalem i wolnym weekendem - Wyjście ze Szkoły.
A dlaczegoż to spieszę w tym kierunku, skoro minęła ledwo trzecia godzina lekcyjna? Ano, miałam umówioną wizytę kontrolną. Idealnie o 12.00, ale każdy zna nasz system lekarski - żeby być o dwunastej, trzeba przyjść z godzinę wcześniej. I dlatego pcham się tu z nieszczęśliwą miną, podczas gdy reszta (z tą samą miną) spieszyła w odwrotną stronę.
Poczułam nagle brak stabilnego podłoża pod lewą nogą, a potem się zachwiałam i wyrżnęłam solidnie brodą w podłogę.
- Uważałabyś, gdzie idziesz - rozległ się pogardliwie dziewczęcy głos, po czym czyjaś pomocna dłoń pomogła mi wstać. Nagle zaczęłam powątpiewać w rzekomą słabą siłę uderzenia. Walnęłam się zdecydowanie za mocno. Mam majaki. Albo halucynacje.
- To ty - stwierdziłam.
Lucy? Nie wiem, czy nie stworzyłam jednego wielkiego bełkotu, ale zaryzykuję
Subskrybuj:
Posty (Atom)




